w ostatnim czasie postanowiłem odwiedzić nasze muzeum, ku mojemu zdziwieniu byłem jedynym zwiedzającym w danym czasie, odniosłem wrażenie, że nie tylko ja byłem zdziwiony, równie zdziwiony był tamtejszy pracownik, który widząc mnie w drzwiach muzeum zapytał "czy Pan chce zwiedzać" oczywiście potwierdziłem, odesłano mnie o kasy, po zakupie biletu 4zł + 4zł pozwolenie na fotografowanie (przyznam chętnie wsparłem tę zdaje się być zapomnianą instytucję), i zaczęła się gonitwa, dostałem "własnego przewodnika" pracownik muzeum okazał się być bardzo miły, choć większa wiedza na temat eksponatów była by bardzo wskazana (po trzeciej odpowiedzi na zadane pytania zrozumiałem, że raczej pełni funkcje "automatycznego włącznika świateł i odźwiernego " - przestałem pytać).
Spędziłem bardzo miłe popołudnie, ubawiłem się dużo lepiej niż np. w naszej skromnej Panoramie, miałem mało czasu aby dokładnie przestudiować wszystkie eksponaty, jednak przez cały czas pobytu odczuwałem dyskomfort mając świadomość, że mój anioł stróż śledzi każdy mój ruch i z utęsknieniem oczekuje końca wizyty.
Zastanawiam się dlaczego w tracie mojej wizyty byłem jedynym zwiedzającym. Ciężko mi to zrozumieć.
Gdzie leży problem, czy najnowszej generacji żelazko jest ciekawsze niż stary drewniany magiel, który możemy oglądać w naszym muzeum - NIE
Odpowiedź jest prosta: marketing naszych instytucji kulturalnych LEŻY dlaczego nie widzę przy obwodnicy obok gigantycznego bilbordu galerii handlowej, równie wielkiego bilbordu np. naszego muzeum
MIASTO
Dołączam kilka fotografii może kogoś zachęcą do wizyty w muzeum.
